29.09.2015

KALLOS Aloesowa maska do włosów

Wcześniej używałam Mlecznej i dość ją lubiłam, toteż postanowiłam wypróbować kolejne maski Kallos. Trochę czasu postałam przed półką zanim zdecydowałam się na tę konkretną. Jednak nic szczególnego nie wpłynęło na moją decyzję. Ot, postawiłam na Aloesową.


Maska jest biała i dość gęsta, więc nie spływa z włosów, jej zapach nie jest charakterystyczny i szybko wietrzeje z włosów.
Początkowo, kiedy stosowałam ja razem z szamponem Nivea, uważałam ją za bubla, jednak kiedy zmieniłam szampon, zauważyłam jej świetne działanie.
Z pierwszym szamponem dawała efekt posklejanych pasm, przylegających i obciążonych. Już myślałam, że będę zmuszona pozbyć się prawie całego opakowania.
Całe szczęście tego nie zrobiłam, bo ten produkt jest naprawdę świetny!




W efekcie miałam miękkie, sprężyste i błyszczące włosy. Niestety po drugim użyciu szampon bardzo podrażnił moją skórę głowy do tego stopnia, ze zaczęła się łuszczyć. Całe szczęście było to widoczne jedynie przy mokrych włosach.

Postanowiłam postawić więc na szampon, który uważałam za nietrafiony, Bamboo&Oil z Farmony. Dzięki całemu eksperymentowaniu znalazłam połączenie, które moje włosy lubią najbardziej.





Podsumowując, uwielbiam odżywki tej marki, polecam, bo naprawdę warto je wypróbować.

1 komentarz:

  1. Kuszą mnie te maski od dłuższego czasu. Nie wiem jeszcze, na którą powinnam się zdecydować :) Buziak Kochana :*

    OdpowiedzUsuń